Blog


Wejście Fliziarza

Wstęp


Piszę ten blog, aby podzielić się z Tobą swoim doświadczeniem. Miałem napisać słowo „wiedzą", ale słowo „doświadczenie" brzmi lepiej i nie kojarzy się ze stricte wykutymi „na blachę" regułkami, kojarzy się natomiast z pracą, efektami, motywacją, bólem i porażkami....  Tak, tak, z tym wszystkim będziesz miał do czynienia.

Jak to leci? A no tak:
  1. Będziesz pracował, bo każdy musi pracować. Praca to rzecz szlachetna, ta na budowie przy glazurnictwie ma jednak bardzo dużą zaletę – widzisz efekty swojego wysiłku i wiedzy, którą zdobyłeś już wcześniej, a możesz ją jeszcze powiększyć korzystając z doświadczenia innych.
  2. Bez owijania w bawełnę… efekty są dwa: wizualny oraz finansowy. Podpowiem Ci coś – ten finansowy wynika z tego pierwszego i zapewniam Cię, że sam się pojawi ale....
  3. Potrzeba czasu i tego czegoś co jest trudne do opisania w jednym słowie. Ale jeśli miałbym pokusić się w wielkim skrócie na podanie Ci tego słowa to brzmi ono: MOTYWACJA. Bez niej nie osiągnie się mety i spełnienia zawodowego. Jest jeszcze coś...
  4. Ból, porażki – budowa to ciężki temat, ale do przejścia. E tam przejścia... do polubienia. Brzmi jak masochizm, ale na prawdę można to polubić, bo z bólu rodzą się efekty, a na nie będziesz czekał. Oczywiście mowa nie o bezsensownym uszkadzaniu swojego ciała, ale o bodźcach, które powodują szybkie wspinanie się po drabinie zawodowej.
Odleciałem trochę za daleko?
Jestem cały czas z Tobą, ale moje podejście do pracy, uczenia, trenowania, zawsze było odmienne i niestandardowe, a służyło jednemu – odkryciu tego co najlepsze w Twoim repertuarze umiejętności i talentów.
Potrzebujesz solidnego kopa w tyłek, aby stać się kimś… szanowanym w pierwszej kolejności przez siebie, a dalej przez innych, kimś silnym i twardym jak skała, bo przeciwieństw na twojej drodze będzie mnóstwo, kimś statecznym, ale i energicznym, kimś kto osiągnął sukces.

Wróćmy jednak na ziemię. Zajmijmy się wreszcie glazurnictwem, fliziarstwem, płytkowaniem, no dobra napiszę to „kafelkowaniem", zwał jak zwał ale... „Glazurnictwo" (i chciałbym abyś tego słowa używał najczęściej) to prawdziwy rarytas w dziale wykończeniówki. Zazwyczaj jeśli już potrafisz poprawnie wykonywać ten zawód, jesteś po solidnym poligonie doświadczalnym w innych działach wykończeniówki, a często i budownictwa.

Dział pierwszy i niezmiernie ważny to ten, o przygotowaniu podłoża... którego i tak nie będzie widać. To po co się na nim spinasz? Pewno zastanawiasz się jadąc samochodem, czemu pojazd non stop podskakuje mimo, że niedawno położono tu nowiutki asfalt.
Już domyślasz się, że za trwałość efektów naszej pracy w pierwszej kolejności odpowiada przygotowanie podłoża, tego naszego „małego fundamentu", na którym przyklejamy glazurę, czy też kamień naturalny. Tego etapu nie da się przeskoczyć, a co gorsza poprawić. To musi być wykonane na 100% i żadne sztuczki na długą metę nie pomogą. To czego nie widać będzie „najgłośniej" o nas mówiło.

Ale po co to wszystko?
Po to, abyś z uśmiechem na twarzy odpoczywał, wiedząc podświadomie, że nawet za 50 lat Twoje dzieło będzie miało się dobrze. Od tego zaczniesz, od zbudowania swojego ducha, którego nie widać, ale Ci na których opinii Ci zależy – dostrzegą go.

Etap wstępu już kończymy. Wiem, że nabrałeś energii do dalszego działania. Kiedyś spotkamy się osobiście, podamy sobie szorstkie dłonie, miło wspominając choćby ten enigmatyczny wpis i nasze działanie na Grupie Prace Wykończeniowe.
Autor: Tomasz Kopertowski
Data publikacji: 4 maja 2021


Oceń wpis
Udostępnij

  Komentarze (5)
Maciej Mosakowski
Maciej Mosakowski
04.05.2021 21:16 odpowiedz
Przeczytałem będę czytał dalej
GPW24.eu
GPW24.eu
04.05.2021 21:49 odpowiedz
Zapraszamy do newsletter, wtedy nic nie umknie :)
Sebastian
Sebastian
04.05.2021 21:56 odpowiedz
Super
Marian Abram
Marian Abram
04.05.2021 22:16 odpowiedz
Ojciec Tomasz dobrze głosi ☝️
Gft
Gft
05.05.2021 06:36 odpowiedz
Amen
  Dodaj komentarz