Blog


Wejście Fliziarza

Klejenie płytek


Od mojego poprzedniego wpisu minęło sporo czasu, ale cały czas mam na względzie pozytywny odbiór jaki on wywołał w Tobie.
Postanowiłem ponownie dać Ci dobrej energiii, abyś ponownie odżył w twoim glazurniczym świecie. Ostatnio wspominałem co nieco o przygotowaniu podłoża. Dzisiaj rzucę kilka słów o klejeniu płytek. Na pewno na to czekałeś, ta mozolna praca z podłożem, której efekty nie są bezpośrednio widoczne potrafi człowieka wymęczyć.
Efektów nie widać, czasu zleciało tyle co na wakacjach, a płytki ani jednej nie widać. Ciśnienie wzrasta, do gry wchodzi pośpiech bo chcesz wreszcie ukończyć swoje dzieło i ponownie zainwestować ciężko zarobione pieniądze w kolejne gadżety ułatwiające pracę.
No tak to w wielkim skrócie często wygląda.
Wszystko jest już idealnie wyszykowane, brakuje tylko ekipy telewizyjnej do kręcenia kolejnego filmu instruktażowego. Ściany równiutkie, a hydroizolacja odcięta od taśmy ukazuje twoją staranność i nieszablonowe podejście do tego tematu.
Po co to wszystko skoro już tydzień temu koledzy po fachu z identycznej łazienki w mieszkaniu obok polecieli z płytkami i mają sporą przewagę?
Czyżby? No właśnie, nie do końca.

Ty się dopiero rozkręcasz tak naprawdę, bo przy genialne przygotowanym podłożu zaczynasz czuć swoją moc, wiesz, że płytkowanie, które kiedyś przysparzało Ci manualnie wiele kłopotów dzisiaj jest zwykłą formalnością!
Otwierasz worek kleju, wsypujesz do wody i mieszasz, zapach kleju nakręca Cię do pierwszej ściany, ale tak naprawde liczysz, że wykonasz 2x więcej. Spokojnie, dobry początek to połowa roboty, to słowa Arystotelesa i coś w tym jest.

Klej dojrzewa, aby przez kolejne 7 godzin był w doskonałej konsystencji, kawa się parzy, chociaż pewno na zimno ją łykniesz i zapomnisz o potrzebie wchłonięcia kolejnej porcji kofeiny. Energia sama w Tobie narasta bo wiesz, że pójdzie z górki, to nie te czasy, gdzie podrzucałeś klejem pod każdą płytkę, bo podłoże faktycznie było kiepskie, tym razem każda płytka po prostu siądzie jak należy i po całym dniu wyjdziesz zrelaksowany.

Wcierasz klej w podłoże i płytkę, grzebieniem czeszesz niczym fryzjer równiutko, aby obraz kleju był idealny co da Ci równomierną grubość zaprawy. Przykładasz, przesuwasz, dociskasz- cyk gotowe. Tu Ci podpowiem - ta pierwsza płytka jest bardzo ważna, ona może podyktować płaszczyznę, więc przyłóż się i nie żałuj poziomicy.
Gotowe, lecą kolejne płytki dzień wcześniej rozmierzone i przycięte- to czysta matematyka, musi pasować i pasuje.
O 11.00 zamykasz ścianę i tak naprawdę możesz zmykać do domu! No dobra, zrobię jeszcze jedną, czy sie uda? Zmęczenie każdego dopada, ale jesteś jak robot, maszyna bo pracujesz w sposób powtarzalny, zdałeś sobie właśnie sprawę z tego, że pierwszy etap nad którym tak się spinałeś właśnie zaczyna dawać oczekiwane rezultaty.
Przeorganizuj plac boju, posprzątaj, wymyj narzędzia, wiadro, aby kolejna porcja kleju była tak samo idealna jak ta pierwsza.
Sugeruję usiąść i skupić się ponownie, zamknąć na chwilę oczy i przymyśleć sprawę, te kilka minut w ciszy da Ci kolejnego kopa, aby wykonać dzisiaj plan z dnia jutrzejszego...

CDN....
Autor: Tomasz Kopertowski
Data publikacji: 13 stycznia 2022


Oceń wpis
Udostępnij
Zobacz także
  Dodaj komentarz